Aktor stołecznego teatru pobity w autobusie za mówienie po ukraińsku. Trudno uwierzyć przez kogo

Aktor stołecznego teatru pobity w autobusie za mówienie po ukraińsku. Trudno uwierzyć przez kogo
Facebook/Artem Manuilov

O ataku na aktora poinformował na Facebooku zastępca dyrektora ds. programowych teatru, Paweł Sztarbowski. "Artem Manuilov został uderzony w autobusie po tym, jak rozmawiał z żoną przez telefon po ukraińsku" - napisał, dodając, że sprawcą okazał się były wykładowca Uniwersytetu Kardynała Wyszyńskiego ze specjalizacją "negocjacje i teoria decyzji".

 

- Jechałem autobusem na Uniwersytet Warszawski na obowiązkowe zajęcia z polskiego w ramach stypendium im. Lane’a Kirklanda. Przygotowuję się do egzaminu na poziomie B2. W czasie jazdy przez chwilę porozmawiałem przez telefon z żoną. Mówiłem po ukraińsku. - opowiedział aktor portalowi Natemat.pl.

 

- Gdy schowałem telefon, poczułem uderzenie w twarz. Jakiś mężczyzna przyłożył mi torbą. Zrobił to tak mocno, że poczułem łzy w oczach. Zaczął na mnie napierać i wyzywać. >Wal się!<, >Spierdalaj stąd!< – tak do mnie krzyczał." - kontynuuje Manuilov.

 

Aktor - według własnej relacji - wysiadł na przystanku za napastnikiem i poszedł za nim aż do... gmachu Instytutu Socjologii i Filozofii UW. Żądał od niego przeprosin i wyjaśnienia sytuacji, ale ten uchylał się od spełnienia jego prośby. Manuilov postanowił więc zrobić mu zdjęcie komórką.

 

Napastnik wszedł do sali wykładowej, a zaatakowany zanotował jej numer i rozpiskę harmonogramu zajęć wraz z nazwiskami wykładowców.

 

Tak uzbrojony aktor udał się na najbliższy posterunek policji. Tam jednak czekało go kolejne niemiłe zaskoczenie - policjanci nie chcieli przyjąć zgłoszenia, dopóki mężczyzna nie przedstawi swojego paszportu.

 

Mimo że Manuilov pokazywał funkcjonariuszom zdjęcie agresora, ci twierdzili, że nie da się go zidentyfikować, więc zgłoszenie nie ma zupełnie sensu.

 

Aktor wrócił na Uniwersytet i tam razem z jego pracownikami ustalili tożsamość mężczyzny z autobusu. Okazało się, że to wolny słuchacz kursu na UW, a jednocześnie wykładowca Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego.

 

Manuilov poszedł ponownie na komendę, ale i tym razem policja odmówiła przyjęcia zgłoszenia i odesłała mężczyznę do... sądu, doradzając założenie sprawy.

 

Aktor jednak się nie poddał. Pojawił się na komendzie po raz trzeci, tym razem w towarzystwie pracownika Uniwersytetu. Wtedy nagle okazało się, że policjanci chętnie przyjmą zgłoszenie.

 

Agresywny wykładowca katolickiej uczelni trafił na obserwację psychiatryczną - jak się bowiem okazało, to nie pierwszy raz, gdy na kogoś napadł.

 

Artem Manuilov przebywa w naszym kraju od października zeszłego roku. Korzysta ze stypendium, studiuje i pisze pracę dyplomową. Gra w filmach, serialach i Teatrze Powszechnym.

 

Źródło: Onet.pl, Natemat.pl