Sąd uznał, że jeżdżący na hulajnogach elektrycznych nie są pieszymi. Coś się zmieni w polskim prawie?

Sąd uznał, że jeżdżący na hulajnogach elektrycznych nie są pieszymi. Coś się zmieni w polskim prawie?

Sprawa dotyczyła 10-latka poruszającego się na hulajnodze elektrycznej z prędkością około 22 km/h. Na przejściu dla pieszych chłopak uderzył w bok autobusu. Światło zielone miał zarówno autobus, jak i hulajnoga.

 

Dziecko wpadło pod autobus, doznało szeregu obrażeń i po krótkim czasie zmarło. 

 

Kluczowe dla sądu było wtedy rozstrzygnięcie, czy chłopak miał w ogóle prawo poruszać się po chodniku i wjechać pojazdem na przejście dla pieszych. 

 

Sąd Rejonowy w Lublinie uznał, że pomimo braku konkretnych przepisów dotyczących hulajnóg elektrycznych z pozostałych norm ustawy "Prawo o ruchu drogowym" wynika, że "hulajnogi elektrycznej nie można traktować jako pieszego".

 

"Jadący hulajnogą elektryczną, taką jak hulajnoga pokrzywdzonego, nie jest również kierującym rowerem, bowiem rowerem jest pojazd o szerokości nieprzekraczającej 0,9 m, poruszany siłą mięśni osoby jadącej tym pojazdem; który może również być wyposażony w uruchamiany naciskiem na pedały pomocniczym napędem elektrycznym zasilany prądem o napięciu nie wyższym niż 48 V o znamionowej mocy ciągłej nie większej niż 250 W, którego moc wyjściowa zmniejsza się stopniowo i spada do zera po przekroczeniu prędkości 25 km/h, skoro moc silnika przedmiotowej hulajnogi wynosiła 500 W" – brzmi fragment uzasadnienia.

 

Hulajnoga elektryczna natomiast - zdaniem lubelskiego sądu - to motorower, "tj. pojazd dwu- lub trójkołowy zaopatrzony w silnik spalinowy o pojemności skokowej nieprzekraczającej 50 cm3 lub w silnik elektryczny o mocy nie większej niż 4 kW, którego konstrukcja ogranicza prędkość jazdy do 45 km/h".

 

Sąd uznał, że 10-latek nie powinien poruszać się po chodniku na hulajnodze. Za niedopuszczalny uznał też fakt pozostawania dziecka bez rodzicielskiej opieki.

 

Winą za wypadek sąd obciążył jednak kierowcę autobusu, który nie zachował należytej ostrożności, niewystarczająco zwolnił przed przejściem dla pieszych i nie wziął pod uwagę, że do przejścia zbliża się nieświadome zagrożenia dziecko.

 

Kierowca przed manewrem skrętu w prawo poruszał się z prędkością 28 km/h i miał wystarczająco dużo czasu na wyhamowanie, tym bardziej, że – jak wynika z zeznań świadków – chłopiec był jedyną dobrze widoczną osobą poruszającą się równolegle do pojazdu.

 

Mężczyzna został skazany na osiem miesięcy więzienia w zawieszeniu na dwa lata.

 

W Polsce nie obowiązuje prawo precedensu, więc wyrok sądu w Lublinie  i opinia w sprawie hulajnogi elektrycznej odnosi się tylko do tej jednej konkretnej sprawy.

 

Źródło: Tvnwarszawa.tvn24.pl