Specjalistów od IT nazwał "jajogłowymi". Dlaczego Alaksandr Łukaszenka nie ma Twittera?

Specjalistów od IT nazwał jajogłowymi. Dlaczego Alaksandr Łukaszenka nie ma Twittera?
fot.PAP/EPA

„Przyzwyczaił się do wielogodzinnych wystąpień, tam potrafi się wypowiedzieć, a w 144 znakach, być może, już nie. Taka umiejętność to też jest pewien dar” – ocenił publicysta Radia Swaboda Jury Drakachrust.

 

„A po co? I tak wszyscy go słuchają podczas tzw. wielkich rozmów (wielogodzinnych konferencji). On nie rozumie, po co miałby być w sieciach społecznościowych. I tak ma poparcie, swoje tzw. 80 proc. Wydaje mi się, że ani on, ani jego administracja, ani rzeczniczka prasowa nie widzą takiej potrzeby” - powiedziała Radiu Swaboda ekspertka Żanna Nowik.

 

Białoruscy analitycy zwracają uwagę, że aktywność w sieciach społecznościowych jest raczej normą wśród współczesnych światowych liderów. Część z nich – jak Donald Trump korzysta z internetu osobiście. Inni – za pośrednictwem specjalnie wyznaczonych pracowników. Tak czy inaczej próbują jednak używać Twittera, Facebooka czy innych sieci społecznościowych, by zabiegać o swój elektorat lub przysłuchiwać się temu, co ma do powiedzenia.

 

Według ekspertów, cytowanych przez Radio Swaboda, Łukaszenka nie potrzebuje ani walczyć w internecie o elektorat, ani czytać jego komentarzy.

 

„Ma wystarczająco dużo innych sposobów, by jego słowa dotarły do ludzi, a ich reakcje nie są tak istotne jak np. dla Trumpa. Donald Trump to prezydent kraju, w którym odbywają się prawdziwe wybory” - oceniła Hanna Souś, komentatorka Radia Swaboda.

 

„Wszystkie potrzebne informacje kładą Łukaszence na biurku w skróconej formie odpowiednie służby i doradcy. Podejrzewam, choć mogę się mylić, że on po prostu nie nauczył się obsługi komputera, ma już swoje lata. Możliwe, że tego nie potrzebuje. Sądząc po jego wypowiedziach, niezbyt się orientuje w tych sprawach” – dodała Souś. Dziennikarka oceniła przy tym, że gdyby Łukaszenka chciał być aktywny w sieciach społecznościowych, to zapewne okazałby się talentem.

 

Z kolei Jury Drakachrust sądzi, że pozostawanie w poprzedniej epoce może być świadomym wyborem szefa państwa, bo i tak nie przekona do siebie tych, którzy żyją w nowym dla niego świecie sieci społecznościowych.

 

Według innego eksperta Mikity Iwanoua brak obycia w środowisku mediów społecznościowych to problem, który nie dotyczy tylko prezydenta, a raczej wynika z cech białoruskiego systemu. „W ogóle bardzo słabe są w sieciach wszystkie białoruskie media państwowe. To ogólny brak zrozumienia funkcjonowania w tej przestrzeni, nieakceptowanie nowych technologii” – powiedział Iwanou.

 

Ambicją Alaksandra Łukaszenki, w pewnym stopniu skutecznie realizowaną, jest uczynienie z Białorusi „państwa IT”, w którym rozwijać się będą nowoczesne technologie. Od 2006 r. w Mińsku działa Park Wysokich Technologii, strefa specjalnych ulg dla IT i Hi-Tech, a w 2018 r. eksport PWT przekroczył 1,4 mld dol.

 

Niemniej wypowiedzi białoruskiego lidera, dotyczące IT, internetu i nowych technologii, mogą pośrednio dowodzić, że Łukaszenka rzeczywiście nie jest zbyt dobrze zorientowany w temacie. Prezydentowi zdarzy się przekręcić nazwę, stworzyć neologizm czy oświadczyć, że „dziecka nie da się wydrukować na drukarce 3D”. Specjalistów IT, czyli „przyszłość” Białorusi, nazwał ostatnio „jajogłowymi”.

 

Jednocześnie, niejako odcinając się od modelu wprowadzanego właśnie przez sąsiada ze Wschodu, Łukaszenka zastrzegł, że „osobny, odizolowany internet to bzdura”, a swoim urzędnikom polecił, by „nauczyli się w nim pracować”.

 

(PAP)