33 lata po katastrofie w Czarnobylu

33 lata po katastrofie w Czarnobylu
PAP/EPA/STEPAN FRANKO

„Wróciłem na Białoruś po wielu latach życia na Ukrainie, dokąd wyjechałem po katastrofie w Czarnobylu” – powiedział PAP Alaksandr Drahun, właściciel agroturystyki i zajazdu Małyje Autiuki w obwodzie homelskim na południu Białorusi, tuż przy trasie Brześć-Homel.

 

Drahun prowadzi zajazd i muzeum humoru, w którym co roku organizowany jest festiwal. Liczy, że gdy powstanie nowa trasa Brześć–Homel, liczba turystów odwiedzających jego restaurację i inne miejsca na Homelszczyźnie wzrośnie.

 

„Oboje moi rodzice zostali tutaj i umarli na raka. Jestem przekonany, że to był efekt Czarnobyla. Dla mnie stało się to swojego rodzaju impulsem, by wrócić tutaj i zacząć coś robić dla tego regionu, próbować go z powrotem postawić na nogi” – dodał.

 

Jak przypomniał, tereny obwodu homelskiego i mohylewskiego, na które w sumie po awarii spadła duża część pyłu radioaktywnego, do dzisiaj zmagają się z efektami skażenia. „Są programy wsparcia, sanatoria dla dzieci itd., ale – chociaż nikt może tego oficjalnie nie podkreśla – problem nadal istnieje” – stwierdził Drahun.

 

To samo mówią inni mieszkańcy regionu. Pani Irina, w przeszłości nauczycielka szkolna i urzędniczka lokalnych władz, twierdzi, że efekty katastrofy do dzisiaj widać w szkole. „Obiektywnie widać, że te dzieci są słabsze fizycznie i wolniej się rozwijają. Są to w końcu dzieci tamtych dzieci, które dotknął Czarnobyl bezpośrednio. Dlatego np. nie mamy szans na żadne miejsca w państwowych olimpiadach itd. Na pewno znaczenie ma też fakt, że dużo ludzi stąd wyjechało po katastrofie, z niektórych miejscowości nawet 2/3 mieszkańców” – wyjaśnia.

 

Po wybuchu reaktora w Czarnobylu na terenie Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej 26 kwietnia 1986 r. na terytoria białoruskie spadło ok. 70 proc. opadu radioaktywnego, a skażeniu uległo 23 proc. kraju, głównie terytorium na południowym wschodzie, zamieszkane przez 1,8 mln ludzi. Z mapy znikło po 1986 roku ponad 430 miejscowości – zostały one wysiedlone ze względu na wysoki poziom skażenia. Za strefę katastrofy ekologicznej władze Białorusi uznały te tereny dopiero w 1990 r.

 

Bezpośrednio po katastrofie wydzielono 30-kilometrową strefę, w której zarządzono ewakuację ludności. W strefie zamkniętej, w obwodzie homelskim, na terenie trzech rejonów: narowlańskiego, chojnickiego i brahińskiego znajduje się dziś Poleski Rezerwat Radiacyjno-Ekologiczny obejmujący ponad 2 tys. km kw.

 

Miejscowe władze przekonują, że Białoruś stosunkowo nieźle radzi sobie ze skutkami skażenia – poziom radiacji na terenach, gdzie doszło do największego skażenia, jest w dopuszczalnych granicach i stopniowo otwierane są nawet strefy, które dotychczas były zamknięte. Ciągle jednak trwają poszukiwania skutecznego pomysłu na przyspieszenie rozwoju tych regionów.

 

Szansą na ich ożywienie jest wspieranie małej przedsiębiorczości, m.in. w turystyce, zwłaszcza związanej z historią i kulturą – uważają przedstawiciele Programu Narodów Zjednoczonych ds. Rozwoju, którzy wraz z UE realizują na południowym wschodzie Białorusi projekty rozwojowe.

 

„Widzimy w tym regionie potencjał, o którym świadczy m.in. bardzo dobra reakcja na dotychczasowe projekty. Planujemy dalsze inwestycje w rozwój tego regionu, m.in. przez wsparcie małej i średniej przedsiębiorczości i wspierających ją lokalnych władz” – powiedział PAP Zachary Taylor, wiceszef UNDP w Białorusi.

 

Wital Karpiński to emerytowany podpułkownik milicji, który w Nowej Gusiewicy w obwodzie homelskim prowadzi działalność o zupełnie innym profilu. „Kieruję Wiejskim Ośrodkiem Tkactwa, który otworzyliśmy dzięki wsparciu UNDP i Unii Europejskiej” – powiedział Karpiński PAP. W finansowaniu projektu uczestniczyły też lokalne władze.

 

Na razie ośrodek zatrudnia cztery osoby, ale już powoli na siebie zarabia i, jak przekonuje Karpiński, przyciąga nie tylko turystów, ale i miejscowych mieszkańców. „Zbieramy po wsiach stare tradycyjne ręczniki i różne sprzęty. Uczymy się tkactwa, robimy nowe ręczniki, odradzając tradycyjne rzemiosło, torby lniane, które potem sprzedajemy. Prowadzimy szkolenia, mamy nawet sprzęt multimedialny do profesjonalnych prezentacji” – mówi Karpiński.

 

„Czarnobyl już trochę zatarł się w pamięci, ale każdy, kto stąd pochodzi, nosi w sobie jakąś historię z nim związaną” – mówi pani Irina.

 

„W 2013 r. w szpitalu onkologicznym w Homlu zobaczyłem chore dzieci. Nie mogłem się uwolnić od ich widoku - ciągnęły za sobą kroplówki, nie miały włosów, ale za to w oczach – wielką chęć życia” - dodaje Karpiński. W kierowanym przez siebie ośrodku prezentuje m.in. obraz poświęcony dzieciom, które zmarły w efekcie katastrofy czarnobylskiej.

 

(PAP)