Rosyjska białucha polubiła Norwegię. Wyłowiła z morza telefon [WIDEO]

Białuchę uwolniono z obroży i podarowano wolność. Jednak ssak nie udał się do domu (etykieta na obroży wskazywała Petersburg). Został u wybrzeży Norwegii, gdzie zdobył ludzkie serca, wyławiając z morza telefon komórkowy.

 

 

Rosjanie zaprzeczają, jakoby białucha była szpiegiem wyszkolonym przez marynarkę wojenną. 

 

Ostatnio sympatyczną białuchę widziano blisko miasta Hammerfest. Jedna z mieszkanek zdała relację ze spotkania: - Położyliśmy się na doku, żeby się jej przyjrzeć i mieliśmy nadzieję, że uda nam się ją pogłaskać. Zapomniałam zamknąć kieszeń kurtki i telefon spadł do oceanu. Zakładaliśmy, że zniknie na zawsze, dopóki ssak nie zanurkował i nie wrócił kilka chwil później z telefonem w pysku.

 

Znajomi kobiety nagrali całe zajście komórką i świat - dzięki mediom społecznościowym - mógł podziwiać umiejętności ssaka.

 

 

Domniemanego morskiego szpiega spotkał też pewien Norweg płynący łodzią nieopodal fiordów. W rozmowie z CNN powiedział, że ssak płynął w pobliżu łodzi, "tak jakby czekał na polecenia". - Płynął za łódką przez całą drogę do Hammerfest - dodał. CNN podaje też, że kilku osobom udało się nagrać białuchę, która jadła z ręki i tańczyła w kółko.

 

Norweski dyrektoriat ds. rybołówstwa apeluje do mieszkańców, by nie dokarmiali ssaka i nie próbowali się do niej zbliżać.

 

Źródło: Onet.pl