Himalaiści zimowej wyprawy na K2 odznaczeni Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski

Himalaiści zimowej wyprawy na K2 odznaczeni Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski
PAP/Leszek Szymański

Prezydent przyznał takie samo odznaczenie Jarosławowi Botorowi, który również brał udział we wspomnianej akcji, ale nie mógł pojawić się w poniedziałek w Pałacu Prezydenckim. Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski zostanie mu wręczony przy innej okazji.

 

Andrzej Duda podkreślił, że to uhonorowanie wspomnianej czwórki himalaistów za wybitne zasługi dla rozwoju sportów wysokogórskich i za promowanie imienia Polski w świecie jest w pełni zasłużone.

 

"Gratuluję odznaczeń, ale z całą mocą chcę podkreślić, że są one całkowicie zasłużone. Dziękuję za tak godne reprezentowanie Rzeczypospolitej Polskiej, nas wszystkich Polaków i niezwykłą postawę. Zawsze, kiedy człowiek jest gotów zaryzykować, ale przede wszystkim w efekcie tego oddać swoje życie, by ratować innych to jest moment niezwykły. Taką postawę trudno opisać. Absolutnie należy ją oceniać w kategoriach najwyższych, wręcz niewyobrażalnych. Wielu ludzi mówi, że nie mamy nic droższego, nic bardziej wartościowego niż życie. Z całą pewnością jest ono wartością niezwykłą i panowie byli gotowi zaryzykować swoje życie, by nieść pomoc innym" - zaznaczył.

 

Kierownik programu Polski Himalaizm Zimowy im. Artura Hajzera Piotr Tomala podkreślił, że na powodzenie akcji pracowało wiele osób.

 

"Chciałem bardzo serdecznie podziękować za to szczególnie wyróżnienie. Zawsze kiedy wspominamy akcję na Nanga Parbat musimy pamiętać o dwóch rzeczach, że zakończyła się ona sukcesem połowicznym i że cała akcja to nie tylko nasza czwórka. To dziesiątki osób w Pakistanie, w Polsce, we Francji w Irlandii, które brały w niej udział. Symbolicznie to odznaczenie nagradza również trud i wysiłek i zaangażowanie narodowej Zimowej Wyprawy na K2. Góry to nasza pasja, nasze życie, ale zawsze najważniejsze było, jest i będzie ludzkie zdrowie" - powiedział Tomala.

 

Prezydent zwrócił też uwagę na trudne warunki, jakie wówczas panowały na Nanga Parbat. 25 stycznia 2018 roku Tomasz Mackiewicz wraz z Francuzką Elisabeth Revol zdobyli położony w zachodniej części Himalajów szczyt Nanga Parbat (8126 m n.p.m., dziewiąty na świecie pod względem wysokości). U Polaka podczas powrotu pojawiły się objawy choroby wysokościowej, która uniemożliwiła mu samodzielne zejście z góry. Jego partnerka pozostawiła go w lodowej szczelinie na wysokości powyżej 7200 m i zaczęła schodzić. Wezwała jednocześnie pomoc. Z tą niezwłocznie pośpieszyli uczestnicy polskiej wyprawy, którzy przerwali próbę pierwszego zimowego wejścia na K2 w Karakorum (8611 m).

 

"Uczynili to panowie w warunkach ekstremalnych, nie tylko rezygnując ze swojej wymarzonej zimowej Narodowej Wyprawy na K2, ale przede wszystkim idąc w dramatyczne warunki minus 35 stopni, nieprawdopodobny wiatr, mgłę, noc, sześć tysięcy metrów. Większości z nas trudno to sobie wyobrazić. To niewyobrażalne. Poszliście i osiągnęliście sukces, bo nie tylko uratowaliście Elizabeth Revol, ale przede wszystkim wróciliście. Nie udało się uratować, panów kolegi Tomasza Mackiewicza. To smutne, to straszne, ale z drugiej strony każdy wspinający się na osiem tysięcy metrów czy nieco niższe góry jest świadomy tego ryzyka.

 

- To balansowanie na cienkiej czerwonej linii. Większość ludzi nie rozumie dlaczego to robicie. Himalaizm, alpinizm nie jest czymś co mnie pociąga, ale w jakimś sensie to rozumiem. Bo rzucanie wyzwania i mierzenie się z tym, co dla większości wydaje się na pozór niemożliwie, jest na pewno bardzo pociągające. Życzę szczęścia, bo pewnie będziecie brali udział w niejednej wyprawie. Życzę tej mądrości, która wie, kiedy zawrócić. Wyobrażam sobie, że jest to strasznie trudne kiedy widzisz szczyt na wyciągnięcie ręki, ale kiedy twoje doświadczenie podpowiada, że pogoda się nagle zmieni, że jesteś już zbyt zmęczony, zbyt wyczerpany. Życzę żebyście zawsze wracali. O mówię to jako półkrwi góral" - dodał prezydent RP.

 

Głowa państwa przekazała na ręce nestora polskiego himalaizmu, kierownika bazy Narodowej Zimowej Wyprawy na K2 Piotra Snopczyńskiego flagę państwową Rzeczypospolitej Polskiej wraz z okolicznościową dedykacją. Na uroczystości obecny był także były szef programu "Polskie Himalaje" Janusz Majer, który wspinał się w górach wysokich od 1976 roku.

 

Kierownikiem wyprawy na K2 był piąty w historii zdobywca Korony Himalajów i Karakorum Krzysztof Wielicki. Akcję ratowniczą w wykonaniu Polaków w całym świecie oceniono jako brawurową i przeprowadzoną perfekcyjnie. Ich wyczyn docenił m.in. Amerykański Klub Alpinistyczny, przyznając Bieleckiemu, Urubko, Botorowi i Tomali nagrodę imienia Davida A. Sowlesa. Ustanowionym w roku 1981 wyróżnieniem honoruje się himalaistów, którzy wykazali się bezinteresownością, poświęcili własne cele i ambicje, by – mimo ryzyka, z jakim to się wiązało - pomóc innym. Wspomniana czwórka to pierwsi Polacy uhonorowani w ten sposób.

 

10 maja wszyscy himalaiści uczestniczący w zimowej wyprawie na K2, oprócz wyżej wymienionych: Janusz Gołąb (kierownik sportowy), Maciej Bedrejczuk, Marek Chmielarski, Rafał Fronia, Marcin Kaczkan, Artur Małek, Piotr Snopczyński, Dariusz Załuski zostali laureatami 52. Konkursu Fair Play PKOl za czyn "czystej gry", czyli bezinteresowną pomoc, co jest wyrazem humanistycznej postawy wobec drugiego człowieka.

 

Bielecki nie kryje, że cały czas jest zdumiony nagrodami i wyróżnieniami, jakie otrzymują himalaiści za akcję na Nanga Parbat.

 

"Zdumiewające jest to, jakim oddźwiękiem się (w świecie - PAP) zakończyła. Te wszystkie splendory, które na nas spływają trochę nas zawstydzają. Z perspektywy wspinaczkowej była to zwykła akcja górska, jedyną różnicą było to, że mieliśmy bardzo dobrą motywację. Najczęściej wspinamy się z czysto egoistycznych pobudek, a tutaj raz mieliśmy sensowny powód, by dać z siebie wszystko. To była zwyczajna wspinaczkowa robota. Mam sporo wypraw na swoim koncie, także trudnych, więc nie chcę klasyfikować tej akcji jako najtrudniejszej. Próbowałem wcześniej wejść na Nanga Parbat tą drogą (Kinshofera - PAP), którą wspinaliśmy się idąc po Elisabeth i Tomka. Miałem wypadek, poleciałem z urwaną liną poręczową i nie udało mi się przejść, więc miałem duży respekt. Była taka myśl, że to niebezpieczne, ale trwało to bardzo krótko. Jak zaczęliśmy się wspinać to trzeba się było po prostu skupić. Przed i po akcji jesteśmy tymi samymi ludźmi. Pomoc drugiemu człowiekowi, nie tylko w górach jeśli jest to w orbicie naszych możliwości, to powinna być zwyczajna rzecz. Traktuję to odznaczenie jako nagrodę dla wszystkich, którzy codziennie wychodzą w góry i ratują innych, ale nie tylko w górach, także na drogach, na co dzień ulicach naszych miast" - podkreślił Bielecki zdobywca jako pierwszy zimą Gaszerbrum I i Broad Peak.

 

Denis Urubko, Kazach urodzony w rosyjskim Niewinnomyssku, mający polskie obywatelstwo od 2015 roku, zdobywca Korony Himalajów i Karakorum, nie krył radości i wzruszenia z otrzymania odznaczenia.

 

"Ta nagroda od Prezydenta Polski, Polaków to znak, że zrobiliśmy wszystko tak jak należy dla ratowania życia. Zostaliśmy docenieni za przykład koleżeństwa i wartości jakie niesie himalaizm. To wyróżnienie ważne dla mojego serca. Akcja ratownicza była też pokazaniem współdziałania wielu osób dla realizacji jednego celu. W tych złych warunkach pracowaliśmy wspinając się razem z Adamem jak dwie ręce jednego ciała. To nie była najtrudniejsza, najbardziej ryzykowna wyprawa, ale była to największa odpowiedzialność. Wszyscy w Polsce i na całym świecie śledzili to, co się działo, każdy krok, każdy metr w górę. Były też oczekiwanie chorej Elisabeth i Tomka..." - powiedział Urubko.

 

Dodał ze wzruszeniem, że na festiwalu górskim we Włoszech, trzy miesiące po akcji na Nanga Parbat oddał Revol małe rękawiczki, które zabrał Francuzce przekazując jej swoje, większe dla rozgrzania odmrożonych jej palców. Elisabet widząc swoje stare rękawiczki niezwykle się wzruszyła i dziękowała mu jeszcze raz.

 

(PAP)