Szokujące wspomnienia współpracownika ks. Jankowskiego. ''Łóżko było szerokie...''

Szokujące wspomnienia współpracownika ks. Jankowskiego. ''Łóżko było szerokie...''
PAP

Pamiętam, jak byłem w Toruniu, czekałem na recepcji. Przyjechał wielki czarny samochód na gdańskich numerach. Wiedziałem, że to ksiądz Jankowski. Byłem licealistą. Dla mnie on był guru. Pamiętam, że ks. Jankowski powiedział wtedy do ojca dyrektora (red. ks. Tadeusz Rydzyk): a co ty mi tu podbierasz ludzi? To jest mój człowiek! Jak to na mnie wtedy zadziałało psychologicznie! - wspomina Olchowik.

Mężczyzna, nie ukrywa, że po bliższym poznaniu ks. Jankowskiego połączyła ich, jak to określił - przyjaźń.

 

Na początku traktował mnie jak dzieciaka, dawał na bilet powrotny do Białegostoku. A później zaczął traktować mnie poważniej - mówi.

Mariusz Olchowik nie ukrywa, że zdarzało mu się spać w jednym pokoju, a nawet w jednym łóżku z duchownym.

 

Tak bywało. Łóżko było szerokie, to co mi szkodziło, że ja śpię na jednym łóżku z człowiekiem, którego znam? Na dole, w innych pokojach, było np. 15 innych osób, wszyscy nocowali na plebanii. To co? Miałem iść do hotelu, wydawać pieniądze? Ja musiałem być obecny od rana, żeby Jankowskiemu zrobić zastrzyki, pomóc mu się ubrać. Rano wychodzę z tego samego pokoju, co ksiądz. Siadam do śniadania z wikarym. I czy ktoś zapytał: co ty tu robisz? Nie! Bo nikt tego nie traktował w takim kontekście. Mało tego, jak wyjeżdżaliśmy gdzieś razem, spaliśmy na jednym tapczanie - opowiadał.

 

Jak wynika ze wspomnień mężczyzny, ks. Jankowski bardzo często otrzymywał na plebanię obraźliwe listy i telefony.

 

Parę razy po oskarżeniach ktoś wysyłał na plebanię anonimowo wycinki z gazet pornograficznych. Jakaś wariatka dzwoniła rano i pytała: już się rżn.. w d.…? Najczęściej odbierał telefon szofer księdza i mówił: jeszcze nie, bo dopiero śniadanie jemy - mówił.

 

Co ciekawe, Olchowik zupełnie inaczej niż przedstawiono to opinii publicznej wspomina aferę związaną z rzekomymi zachowaniami pedofilskimi ks. Jankowskiego. Okazuje się, że dobrze znał on Sławka, który oskarżył kapelana Solidarności.

 

Jak ja o tym usłyszałem, byłem w szoku. Byłem oburzony, załamany. Mówiłem wtedy ks. Jankowskiemu: przyjacielu, jesteśmy z tobą. Będziemy cię bronić. Przecież gdybym coś widział, to starałbym się mu pomóc. Nie zostawiłbym go samego, może nawet starał się załatwić pomoc, terapię - wspomina.

 

Pamiętam go dobrze. Ksiądz dawał mu tysiąc złotych i obrazek z Matką Boską. A on za murkiem: Matka Boska do pierwszego śmietnika, a ”kapusta” do kieszeni i w miasto. Małolat uważał, że prałat musi mu pomagać. Ksiądz nauczył wszystkich, że ma pieniądze i będzie je rozdawał. Jak tylko zmarł wszyscy polecieli na plebanię, zobaczyć, co tam ciekawego zostało. Może złoto? - dodał.

 

Ja znałem księdza Jankowskiego i nie wierzę, że był wieczorami inny niż za dnia, że zamieniał się w jakąś pedofilską bestię. Nie wierzę w te opisy pani Borowieckiej z Australii. Miał dwie osobowości? Za dnia był miły, a wieczorem był potworem? Pisali, że chodził do klubów anonimowo, że odwiedzał darkroomy. W białym szaliku i kapeluszu anonimowo? Wszyscy go w Gdańsku przecież znali - podkreślił Olchowik, komentując oskarżenia.

 

Źródło: Książki.wp.pl / Telewizja Superstacja