Home / Sport / Huśtawka nastrojów w Bergamo: Dziwny triumf nad Juventusem i trudne chwile Zalewskiego

Huśtawka nastrojów w Bergamo: Dziwny triumf nad Juventusem i trudne chwile Zalewskiego

Ostatnie dni przyniosły kibicom Atalanty Bergamo prawdziwą huśtawkę nastrojów, a w centrum wydarzeń – choć nie zawsze w pozytywnym świetle – znalazł się reprezentant Polski, Nicola Zalewski. Zespół z Bergamo w krótkim odstępie czasu zaprezentował dwa zupełnie odmienne oblicza: od spektakularnego, choć mylącego wyniku w Pucharze Włoch przeciwko Juventusowi, po ligową bezsilność w starciu z Como.

Pucharowa anomalia w Turynie

Piłka nożna to gra momentów, w której pęd i inicjatywa często decydują o wszystkim. Jednak to, co wydarzyło się w czwartkowy wieczór podczas ćwierćfinału Pucharu Włoch, zdawało się przeczyć wszelkim prawom fizyki i logiki. Wynik 3:0 dla Atalanty sugeruje dominację, ale suchy rezultat w żadnym stopniu nie oddaje przebiegu tego dziwnego spotkania.

Juventus, prowadzony przez Luciano Spallettiego, przystąpił do meczu z kilkoma zmianami w składzie, dając szansę zmiennikom takim jak Mattia Perin czy Tiago Djaló, podczas gdy Raffaele Palladino postawił na mocną jedenastkę Atalanty. Przez długie fragmenty to „Stara Dama” dyktowała warunki gry. Do połowy pierwszej połowy gospodarze wyglądali na zespół lepszy i mogli prowadzić różnicą kilku bramek, gdyby nie brak precyzji Jonathana Davida czy Francisco Conceição. Ten ostatni dwoił się i troił, nękając obronę gości, a jego potężny strzał w poprzeczkę był jasnym sygnałem ostrzegawczym.

Kontrowersje i decydujące ciosy

Moment zwrotny, przypominający zacięcie się płyty winylowej, nastąpił w 24. minucie. Sędzia Michael Fabbri, po interwencji VAR, wskazał na wapno po zagraniu ręką Gleisona Bremera – sytuacji, której w ferworze walki niemal nikt na boisku nie zauważył. Karny dał Atalancie prowadzenie, mimo że to Juventus wciąż miał wiatr w żaglach.

Losy awansu rozstrzygnęły się dopiero w końcówce. Na 13 minut przed ostatnim gwizdkiem goście wykorzystali stratę w środku pola, wyprowadzając zabójczą kontrę. Pięć minut później zamknęli mecz kolejnym trafieniem po błędzie rywala. Juventus, mimo optycznej przewagi przez większość spotkania, skończył mecz z bagażem trzech goli, wyglądając na papierze jak drużyna, która została zmieciona z boiska, choć rzeczywistość była znacznie bardziej złożona.

Bolesny powrót do ligowej szarzyzny

Po euforii w Turynie przyszedł czas na ligową weryfikację. W niedzielę, 1 lutego, Atalanta podejmowała u siebie Como. Wydawało się, że uskrzydleni pucharowym sukcesem gospodarze pójdą za ciosem, jednak mecz zakończył się rozczarowującym bezbramkowym remisem.

Dla polskich kibiców najważniejszą informacją była obecność Nicoli Zalewskiego w wyjściowym składzie. Niestety, występ reprezentanta Biało-Czerwonych pozostawił spory niedosyt. Polak spędził na murawie zaledwie 45 minut, a trener Palladino, widząc problemy na lewej flance, zdecydował się na zmianę już w przerwie.

Zalewski pod ostrzałem krytyki

Włoskie media nie miały litości dla postawy Polaka. Werdykt jest niemal jednoznaczny – Zalewski nie sprostał oczekiwaniom. Dziennikarze portalu Tuttomercatoweb ocenili jego występ na 5,5 w dziesięciostopniowej skali, co jest notą poniżej wyjściowej. W uzasadnieniu punktowano, że nie był on w stanie wywrzeć realnego wpływu na przebieg spotkania, a jego bezradność stawała się rażąca w momentach przesunięcia na skrzydło.

Podobne noty wystawiła redakcja Eurosportu oraz Calcionews24.com. W ich zestawieniach Zalewski znalazł się w grupie zawodników, którzy najgorzej znieśli trudy meczu z Como, pozostając w cieniu kolegów z defensywy. Co gorsza dla Polaka, prasa zgodnie podkreśla, że decyzja o jego zdjęciu była słuszna. Wprowadzony za niego Raoul Bellanova zaprezentował się znacznie korzystniej (noty 6,0–6,5), wnosząc do gry dynamikę w fazach przejścia z obrony do ataku.

Choć większość podstawowej jedenastki Atalanty otrzymała solidne „szóstki”, Zalewski – obok fatalnie ocenionego młodego Ahanora (4,5) – był jednym z nielicznych, którzy zaniżyli poziom zespołu. Wyłom w tym murze krytyki zrobił jedynie portal CalcioAtalanta.it, którego eksperci przyznali Polakowi „szóstkę”, chwaląc go za dyscyplinę taktyczną i uznając krytykę za przesadzoną. To jednak odosobniony głos w chórze niezadowolenia po słodko-gorzkim tygodniu w wykonaniu ekipy z Bergamo.