FC Barcelona ma za sobą wyczerpujący i nerwowy styczeń. Po serii rozczarowań i bolesnej utracie pozycji lidera La Ligi, podopieczni Hansiego Flicka udali się na wyjazdowe starcie z Elche – najlepszym z tegorocznych beniaminków. Choć gospodarze w ostatnim czasie wyraźnie obniżyli loty w porównaniu do początku sezonu, dla Katalończyków był to mecz o odzyskanie pewności siebie. Hansi Flick, mając na uwadze intensywność ostatnich tygodni, pozwolił Robertowi Lewandowskiemu odpocząć, stawiając w ataku na wracającego do zdrowia Ferrana Torresa.
Błyskawiczne otwarcie wyniku
Mistrzowie Hiszpanii nie zamierzali tracić czasu i od pierwszego gwizdka ruszyli do zdecydowanego ataku. Już w 6. minucie Dani Olmo posłał znakomite, prostopadłe podanie do Lamine Yamala. Młody skrzydłowy zachował zimną krew w sytuacji sam na sam, minął bramkarza i skierował piłkę do pustej siatki, dając gościom wymarzony start. Mimo prowadzenia, to wciąż „Blaugrana” dyktowała warunki gry, choć Elche próbowało przenieść ciężar akcji pod pole karne Inakiego Peny, szukając swoich szans.
Szczególnie widoczny był głód gry u Ferrana Torresa, który pojawił się na boisku już w końcówce środowego meczu Ligi Mistrzów. Hiszpan dwoił się i troił, choć początkowo brakowało mu szczęścia – najpierw jego płaski strzał minął słupek, a w 33. minucie obił poprzeczkę, by przy dobitce trafić w spojenie. Dopiero na pięć minut przed przerwą dopiął swego. Po przytomnym wycofaniu piłki w polu karnym przez Frenkiego De Jonga, Torres potężnym uderzeniem pod poprzeczkę podwyższył prowadzenie. Wynik do przerwy mógł być nawet wyższy, ale Fermin Lopez oraz Raphinha seryjnie marnowali dogodne okazje.
Nieskuteczność i powrót kapitana
Druga odsłona spotkania przyniosła nieco więcej chaosu. Gospodarze, nie mając nic do stracenia, ruszyli do ataku i nawet umieścili piłkę w siatce, lecz sędzia słusznie odgwizdał spalonego przy strzale Rodrigo Mendozy. Hansi Flick zareagował na wydarzenia boiskowe po godzinie gry, wpuszczając na murawę Roberta Lewandowskiego. Polak dostał niespełna pół godziny, zmieniając zmęczonego Torresa. Paradoksalnie, to nie „Lewy”, a inny rezerwowy – Marcus Rashford – miał na nodze piłkę meczową, lecz w 68. minucie w sytuacji sam na sam fatalnie przestrzelił, nie trafiając nawet w światło bramki.
Cień ostatnich porażek
Zwycięstwo z Elche daje chwilę oddechu, ale nie zamazuje obrazu ostatnich, trudnych tygodni. Dwie dotkliwe porażki z rzędu – z Atletico Madryt w Pucharze Króla oraz z Gironą w lidze – sprawiły, że nad Camp Nou zebrały się czarne chmury. Przegrana z Gironą była szczególnie bolesna, gdyż kosztowała Barcelonę utratę fotela lidera, a obrona tytułu w Copa del Rey stanęła pod dużym znakiem zapytania. Mimo wygranej z beniaminkiem, eksperci wciąż wytykają drużynie systemowe braki.
Głos w tej sprawie zabrał Bojan Krkic senior, były skaut klubu, który w rozmowie z Cadena SER przeprowadził chłodną analizę obecnej sytuacji. Jego zdaniem, obecna Barcelona różni się od tej z zeszłego sezonu. Choć liczne kontuzje kluczowych graczy są faktem, problem leży głębiej – w sposobie poruszania się po boisku. Krkic podkreśla, że wielkość tego zespołu zawsze opierała się na szybkiej cyrkulacji piłki. Bez Pedriego ten element szwankuje, a drużynie brakuje wertykalności i szybkości niezbędnej do przełamania linii defensywnych rywala.
Statystyki zdają się potwierdzać te obawy. W przegranym meczu z Gironą Barcelona oddała aż 27 strzałów, zdobywając zaledwie jedną bramkę po główce Pau Cubarsiego. Zespół kreuje sytuacje – co pokazał też mecz z Elche i liczne pudła – ale razi nieskutecznością. Wygrana 3:0 cieszy, ale przed Hansim Flickiem wciąż sporo pracy, by przywrócić drużynie dawną płynność i zabójczą efektywność.




