Początek roku zapowiadał się dla niej naprawdę obiecująco. Reprezentująca nasze barwy Linda Klimovicova przebrnęła przez gęste sito trzystopniowych kwalifikacji i zameldowała się w głównej drabince wielkoszlemowego Australian Open. W Melbourne zdołała wygrać jeden mecz, by ostatecznie w drugiej rundzie ulec późniejszej półfinalistce, Elinie Switolinie. Wydawało się, że ten start da jej wiatr w żagle przed kolejnymi turniejami, ale zderzenie z rzeczywistością okazało się wyjątkowo bolesne.
W niedzielę 1 lutego tenisistka wróciła do gry, meldując się na starcie turnieju rangi WTA 250 w Ostrawie. Mecz pierwszej rundy od samego początku pachniał katastrofą. Klimovicova została po prostu na korcie zdemolowana przez Katie Volynets, ulegając gładko 2:6, 1:6.
Amerykanka przełamała ją już na dzień dobry. Co prawda Klimovicova błyskawicznie odrobiła stratę i wydawało się, że złapie właściwy rytm, ale to był jej jedyny jasny moment w tej partii. Zupełnie nie potrafiła utrzymać własnego podania. Volynets znów odebrała jej serwis, odskakując na 3:1. W szóstym gemie nasza zawodniczka desperacko obroniła dwa break pointy, ale obrazu gry to nie zmieniło. Volynets wyczuła krew – przy 5:2 wypracowała trzy piłki setowe przy serwisie rywalki i zamknęła sprawę już przy pierwszej okazji. Drugi set początkowo zapowiadał wyrównaną walkę, lecz w czwartym gemie znów pękła obrona (3:1 dla Amerykanki). Chwilę później Volynets dołożyła kolejne przełamanie i w zasadzie było po meczu. Klimovicova nie potrafiła wyjść z tego mentalnego i czysto tenisowego dołka, kończąc drugą partię z zaledwie jednym ugranym gemem.
Napięcie na najwyższym szczeblu rośnie z każdym tygodniem, a frustracja zawodniczek coraz częściej wylewa się poza kort. Trudno zresztą o lepszy dowód na to, jak gęsta potrafi być atmosfera w tourze, niż ostatnia konferencja prasowa Igi Świątek. Liderka rzuciła tam kilkoma naprawdę mocnymi słowami i ewidentnie nie miała zamiaru gryźć się w język, co tylko obnaża ogromną presję, z jaką na co dzień zmagają się tenisistki.
Kobiecy tenis to jednak nie tylko wielki tour, flesze i wybuchowe konferencje prasowe. Za oceanem, w zupełnie innych realiach, akademickie rozgrywki właśnie wkraczają w decydującą i dla wielu znacznie bardziej emocjonującą fazę. W stanie Wisconsin rusza półfinałowa batalia w ramach turnieju NACC.
Do walki staje drużyna Edgewood University (15-10 w sezonie, 6-2 NACC), która z trzecim numerem rozstawienia wybiera się na północ, by rzucić wyzwanie grającym z dwójką St. Norbert Green Knights (9-10, 7-1 NACC). Orły z Edgewood weszły w turniej z przytupem, gładko odprawiając w meczu otwarcia szóstą w rankingu ekipę Wisconsin Lutheran 4:0. Co ciekawe, w sezonie zasadniczym ich pięć zwycięstw w konferencji to były absolutne deklasacje – wygrywały do zera (7:0). Potknęły się tylko dwukrotnie, w obu przypadkach minimalnie 3:4, ulegając najwyżej rozstawionemu Illinois Tech i… właśnie swojemu czwartkowemu rywalowi.
Z kolei Zieloni Rycerze mają za sobą piorunującą końcówkę sezonu. Zgarnęli pięć zwycięstw z rzędu w meczach konferencyjnych, co zagwarantowało im drugi numer i wolny los w pierwszej rundzie turnieju. Panie mają ze sobą niewyrównane rachunki z 12 października. Wtedy, na kortach w De Pere, ekipa St. Norbert pokazała stalowe nerwy – mimo straty punktu deblowego odwróciły losy meczu i wyrwały wygraną 4:3.
Czwartkowe starcie, zaplanowane na godzinę 11:00 w Green Bay Tennis Center, zapowiada się jako klasyczny mecz o przetrwanie, w którym Edgewood broni nie tylko honoru, ale i tytułu mistrzowskiego. W zeszłym roku w drodze po puchar Orły zmiotły w półfinale Illinois Tech (4:0), by w decydującym starciu ograć St. Norbert 4:1. Stawka jest historyczna – ewentualny triumf w tej edycji dałby im siódmy tytuł w historii uczelni, co pozwoliłoby zrzucić z fotela współliderek ekipę Concordia Wisconsin, z którą obecnie dzielą pierwsze miejsce pod względem liczby mistrzostw (dla kontekstu: Illinois Tech i Wisconsin Lutheran mają w gablotach tylko po jednym takim trofeum).
Gdzieś w tle toczy się jeszcze walka w drugiej połówce drabinki, gdzie zwycięzca pary MSOE – Concordia Wisconsin ruszy na teren Illinois Tech. Wszystko to zmierza do jednego punktu – wielkiego finału w SportsCore w Kohler, który wystartuje punktualnie o 10:00 w niedzielę. Niezależnie od tego, czy mówimy o zawodowym tourze WTA, czy o uniwersyteckich kortach w Wisconsin, tenis potrafi być tak samo bezlitosny.




