Home / Sport / Batalia o tron WTA: rankingowy rollercoaster od Melbourne po rzymską mączkę

Batalia o tron WTA: rankingowy rollercoaster od Melbourne po rzymską mączkę

Aryna Sabalenka po raz kolejny udowadnia na kortach w Melbourne, jak niebezpieczną jest zawodniczką. W przeszłości Białorusinka potrafiła boleśnie potknąć się na Madison Keys, ale tym razem powtórki z rozrywki nie będzie – Amerykanka pożegnała się z turniejową drabinką już na etapie czwartej rundy. Sabalenka z kolei we wtorek (27 stycznia) pewnie zameldowała się w półfinale Australian Open i jest o zaledwie krok od obronienia potężnej puli punktów, którą wywalczyła za ubiegłoroczny występ w finale. Czysta matematyka wygląda tu imponująco: w wirtualnym rankingu „na żywo” liderka zgromadziła dotąd 10 470 oczek. Awans do decydującego starcia o tytuł podbije ten wynik do 10 990, z kolei końcowy triumf na antypodach sprawi, że jej konto spuchnie do astronomicznych 11 690 punktów.

Dla Igi Świątek, która w tym konkretnym ujęciu tasuje się tuż za jej plecami, to absolutnie kluczowe informacje. Polka trzyma obecnie w garści 7978 punktów, a dopiero w środę wyjdzie na kort, by w ćwierćfinałowym boju z Jeleną Rybakiną powalczyć o przedłużenie swoich szans. Zwycięstwo zagwarantuje naszej tenisistce 8328 punktów. Jeżeli jednak Świątek pójdzie za ciosem i zdoła sięgnąć po swój dziewiczy tytuł w Melbourne, wywinduje to jej dorobek do imponującego poziomu 9548 oczek.

Włoskie przetasowania i niewykorzystane szanse Jak jednak uczy tenisowa rzeczywistość, rankingowa dynamika potrafi błyskawicznie obrócić się o 180 stopni w dalszej fazie sezonu. Widać to doskonale na przykładzie europejskich rozgrywek na mączce. Czterokrotna mistrzyni wielkoszlemowa, wspomniana Sabalenka, niepodzielnie rządzi w zestawieniu WTA od października 2024 roku, rozpoczynając w poniedziałek swój 91. tydzień na fotelu liderki. Jej niespodziewanie wczesny wylot w trzeciej rundzie turnieju w Rzymie zapowiadał poważne tąpnięcie. Jelena Rybakina od miesięcy sukcesywnie podgryzała jej przewagę i na Foro Italico miała wymarzoną szansę, by zbić stratę do jedynki poniżej tysiąca punktów. Z marzeń obdarła ją jednak Elina Switolina, wyrzucając Kazaszkę w ćwierćfinale. W efekcie przepaść na szczycie wciąż pozostaje kolosalna.

Sabalenka wywiozła z Włoch 1255 punktów zaliczki, a ta poduszka bezpieczeństwa znacząco powiększy się jeszcze przed startem French Open. Rybakinie odpadnie bowiem w nadchodzącym tygodniu aż 500 oczek, jako że nie zdecydowała się na obronę tytułu w Strasburgu. W cieniu tej walki Iga Świątek stoczyła własną batalię o utrzymanie trzeciej lokaty, skutecznie odpierając zakusy Coco Gauff. Zameldowanie się w półfinale dało Polce komfortowy bufor 524 punktów nad Amerykanką, która notabene w finale rzymskiej imprezy musiała uznać wyższość świetnie dysponowanej Switoliny.

Kamienie milowe i bolesne spadki Osobny akapit należy się Soranie Cîrstei, która wyrosła na jedną z największych wygranych włoskiego turnieju. Rumunka najpierw zszokowała światową jedynkę na etapie 1/16 finału, a później bez kompleksów odprawiła z kwitkiem rozstawioną z trzynastką Lindę Noskovą. Ten wyśmienity rajd do półfinału został przez ranking szczodrze wyceniony – potężny skok o dziewięć miejsc katapultował ją na 18. pozycję, co oznacza wyczekiwany debiut w elitarnym gronie Top 20.

Na drugim biegunie znalazła się Jasmine Paolini. Ubiegłoroczna triumfatorka z Rzymu potknęła się już w trzeciej rundzie, za co zapłaciła zjazdem o pięć lokat, lądując na pechowym, trzynastym miejscu. Gdzieś w tle tej wielkiej karuzeli swoje przetasowania zanotowały też Emma Raducanu (spadek o 7 miejsc) czy Alex Eala, pnąca się o 4 pozycje. To tylko potwierdza brutalną prawdę o kobiecym tourze – tu każda strata punktów bywa bezlitośnie karana, a ranking nie znosi próżni.