Home / Tech / Xiaomi idzie na całość: potwór z 8000 mAh zjada dwa iPhone’y na śniadanie, a do Europy trafia nowy budżetowiec

Xiaomi idzie na całość: potwór z 8000 mAh zjada dwa iPhone’y na śniadanie, a do Europy trafia nowy budżetowiec

Chiński gigant postanowił zagrać na nosie Apple i trzeba przyznać, że zrobił to z niesamowitym rozmachem. W oficjalnym, symulowanym teście ciągłego strumieniowania wideo, nadchodzący Xiaomi 17 Max wykręcił kosmiczne 33,3 godziny na jednym ładowaniu. Prawdziwą szpilą wbitą w ekipę z Cupertino było jednak bezpośrednie zestawienie: według testów Xiaomi, zasilanie w dwóch (!) iPhone’ach 17 Pro Max padło szybciej, dając łącznie ledwie około 32 godzin pracy.

Bateryjny nokaut i węglik krzemu

Ten technologiczny skok nie wziął się znikąd. „Siedemnastka” z nowym dopiskiem Max przeciera szlaki, debiutując z innowacyjnym akumulatorem z węglika krzemu (SiC) o pojemności aż 8000 mAh. To właśnie potężna gęstość energii i wydajność nowej chemii ogniw usprawiedliwiają stworzenie zupełnie nowej kategorii w portfolio flagowców marki. Sprzęt oficjalnie debiutuje w Chinach 21 maja, a jego specyfikacja ewidentnie nie bierze jeńców:

  • Ekran: 6,9-calowy, płaski panel 1,5K

  • Procesor: Bezpośredni następca układu Snapdragon 8 Elite

  • Zasilanie: 8000 mAh (technologia SiC)

  • Aparaty: Główna matryca 200 MP współtworzona z marką Leica oraz 50-megapikselowy teleobiektyw makro

  • Dodatki: Ultradźwiękowy skaner linii papilarnych 3D wbudowany w ekran oraz głośniki stereo

Czy ten mocarz trafi oficjalnie nad Wisłę? Na ten moment niestety nie wiadomo.

Brutalna weryfikacja czy marketingowa bańka?

Jasne, wykresy na prezentacjach zawsze wyglądają obłędnie, więc do tych rewelacji warto podejść z chłodną głową. Mówimy o sterylnych warunkach laboratoryjnych, gdzie urządzenie po prostu odtwarzało zapętlone wideo. Brakuje tu zmiennych z prawdziwego życia – rwanego zasięgu, ciągłej żonglerki aplikacjami w tle czy adaptacyjnej jasności ekranu zmagającej się z letnim słońcem. Prawdziwy sprawdzian wytrzymałości przyjdzie wraz z pierwszymi niezależnymi recenzjami. Nie ulega jednak wątpliwości, że mamy do czynienia ze sprzętem skrojonym pod entuzjastów, którzy nie uznają żadnych kompromisów w kwestii czasu pracy na ekranie (SoT).

Kompaktowa odpowiedź na kanapę

Podczas gdy flagowy segment pręży muskuły, na zupełnie innym froncie Xiaomi sukcesywnie domyka swoją ofertę dla mniej wymagających klientów. Po niedawnym debiucie w Azji, na europejskie półki wjeżdża właśnie nowy, kompaktowy tablet – Redmi Pad 2 9.7. Co prawda na Starym Kontynencie (podobnie jak w Australii i Turcji) sprzęt wystartował na razie wyłącznie w wersji Wi-Fi, zostawiając opcjonalny moduł 4G dla rynków wschodnich, ale to wciąż niezwykle solidna propozycja w swojej klasie wagowej.

W środku upakowano ogniwo 7600 mAh i układ Snapdragon 6s 4G Gen 2, które napędzają 9,7-calową matrycę IPS. Sam panel oferuje całkiem sensowną rozdzielczość 2048 x 1280 pikseli (w proporcjach 16:10), szczytową jasność na poziomie 600 nitów i odświeżanie 120 Hz, co w tej półce cenowej robi po prostu świetne wrażenie. Całość tuż po wyciągnięciu z pudełka pracuje na najnowszym Androidzie 16 z nakładką HyperOS 3.

Cennik w Europie otwiera kwota 159,99 euro za bazowy wariant z 4 GB RAM-u i 64 GB pamięci wewnętrznej. Wystarczy jednak dorzucić do rachunku równe 20 euro, by podwoić przestrzeń na dane (gwoli ścisłości: w Australii sprzęt wyceniono od 299 AUD, a w Turcji na 7299 TRY, z etui dorzucanym w zestawie). Wygląda na to, że producent za punkt honoru postawił sobie obstawienie każdej rynkowej niszy – od ekstremalnie wytrzymałych flagowców po tanie, uniwersalne maszyny do konsumpcji mediów.